Roca

czyli o wspinaczce w ogólności i mojej „filozofii” wspinania.


Przemek na drodze Poema de Roca w sektorze Poema de Roca – El Chorro, Andaluzja, Hiszpania 2007. fot. archiwum

Przemek na drodze Poema de Roca (7a) w sektorze Poema de Roca – El Chorro, Andaluzja, Hiszpania 2007. fot. archiwum

Oto jest pytanie:

Czemu człowiek ten trud podejmuje, po cóż sobie to czyni?
Czym jest wspinaczka?

 Prób odpowiedzi podjęto wiele, a każda prawdę ma w zamyśle.
Lecz próżnym wysiłkiem się to zdać musi.
Jednego wzorca bowiem brak, i jednej miary, i jednej sumy.
Zatem pogodzić się z tym wypada, że jedna odpowiedź jest ułudą.
Dla jednych to stan ducha, bliski miłosnym uniesieniom.
Dla innych włókien mięśniowych stan, próżność napiętych tatuaży.
Dla jednych granica to wciąż przesuwana, nieskończona możliwości miara.
Dla innych „sposób na bycie w górach”, jak mawia pewien znajomy człek.
Jest wspinaczka wszystkim tym i niczym zarazem jest.
Abstrakcja to i rzeczywisty stan.
Niczego nie tworzy, twórczym aktem pozostając.
Niczemu nie służy, sens nadając, wyznaczając kierunek. 

 

Drogi czytelniku,

Ty własne góry naszkicuj, wypełnij przestrzenie, wytycz drogi własne.

A oto mój własny oswojony skalny świat:

Na początku jest surowa skalna ściana, jej spękane ciało.
Była tu zawsze rzeźbiona czasem, jej zastygłe rysy.
Droga początek w wyobraźni znajduje, niepostrzeżenie się materializuje.
Rozmyty szkic zaledwie, jak wizja obrazu w głowie artysty.
Powoli rodzi się pejzaż, pierwsze pociągnięcia pędzla.
Stawiam stopę, kładę dłoń, wypełniam ramy wyobraźni.

Szorstki granit pod palcami, pierwszy odważnie zakreślony kontur.
Dłonie tną przestrzeń, stopy zanurzone w powietrzu, oddech ma kolor rubinu.
Między atomami tlenu spływają krople uczuć, miękkie, pastelowe.
Stygną powoli, unoszą się i opadają, małe latarenki zawieszone na wietrze.
Znaczą szlak.
Pośród subtelnej gry odcieni wykwitają plamy barw - emocje.
I strach…, cień wędrujący, pożeracz woli, oswajam go.
Skała, Ja, My.
Czuję jak krew przenika na pozór martwą strukturę, przesiąka do wnętrza.
Splatają się nasze żyły i tętnice, jeden krwioobieg, jedno tętno.
I nie jestem już częścią, fragmentem, bytem odrębnym.
Stapiamy się, stajemy jednym, obraz zrośnięty w jedną tkankę.
Krajobraz rozlany po horyzont, przestrzeń wypełniona.
Czas dokonany…
…Koniec…, obraz znika, rozmywa się, odpływa…, płótno pozostaje.
Znów sam…
Na końcu jest surowa skalna ściana, jej spękane ciało. Trwa.
Będzie tu zawsze, pługiem czasu orana twarz starca, jej zastygłe rysy.
Niby martwa….., a jednak…, tak z pewnością…

Nie koniec to…, bo wspinaczka….

To metaliczne świty, gdy dzień ciągle nieśmiały.
W dolinach jeszcze wsie wtulone w mgły miękką kołdrę.
To kubek kawy, który sny roztapia i ogrzewa dłonie.
I wydarte przeszłości skrawki wspomnień.
Wyblakłe akwarele na widnokręgu niepamięci.
To zgubione w zaułkach codzienności marzenia.
Odnalezione przypadkiem na polnej drodze.
I poszarpane uczucia, z trudem na powrót splatane.
Długie warkocze smutku i radości.
To czuły dotyk polnych kwiatów.
I deszczem szklane gałązki brzóz.
To liście niesione wiatrem, maleńkie jesienne latawce.
I pod stopami ziemia żywa, jej ciepły oddech.
Na dłoniach miękki pył.
To wiejskich psów rozmowa, dzwonu samotnego wołanie.
I rozwieszone w górze obłoki.
Postrzępione białe freski na błękitnej kopule nieba.
To zachwyt dziecka, bo deszcz taki mokry, a ptak taki wolny.
I niecierpliwość jego, bo za tym wzgórzem tajemnica.
To chwile o zmierzchu, gdy barwy dnia składają oręż.
Nie ranią się już, a zegary zwalniają w zadumie.
Gdy czas, ten złodziej i darczyńca zapomniał o nas na chwilę.
Świat zatapia się we wszystkich odcieniach niebieskości.
Gdy noc sączy się powoli, wypełnia swą istotą nieruchome kontury.
I jest tak cicho jak w łonie matki, tak bezpiecznie jest.
To nad głową gwiazdy czyste.
Okruchy srebra rzucone w czarną studnię nocy.
To ogień i ludzie, sny i serca, i czuwający dobry Bóg.

Jeśli ujrzysz ten Świat choć na oka mgnienie jesteś blisko.
Krótka chwila zwątpienia…,
a potem jeden mały krok i już jesteś po drugiej stronie lustra.

 

Przemysław Ballada