O świcie pchnąłem okiennice i na oścież otworzyłem okna wyobraźni

W klepsydrze życia, w pół drogi zastygło ziarenko piasku

Jego szklista skóra odbijała pierwsze promienie słońca

W objęciach ciszy stężał czas, ujrzałem góry na horyzoncie

Unosiły się płynąc, dalekie, łagodne, budziły tęsknotę

Wówczas pojąłem, że to mej własnej duszy odbicie

Z projektora serca na ekran nieba rzucone, mną były a ja nimi

Chwili trwanie. Aż rozpłynęły się wraz z pierwszym tchnieniem wiatru

Ziarenko zawirowało i opadło.

Szeroki gest ręki… Powitanie… Zabierz w tę podróż wypełnioną wskazówkami zegarów sakwę i snami wypchany kufer…
Przemysław Ballada